Tyle was tu było

środa, 10 lutego 2016

SOWA

Chciałabym  was zachęcić do komentowania. Kilka waszych słów znaczy dla mnie  naprawdę wiele.
Napiszcie proszę pod tym postem co sądzicie  o moim  opowiadaniu. Czy podoba wam się?  Czy jest  nudne? Może komuś spodobało się moje pióro ( tak się  chyba  mówi  na styl pisania ) i chciałby  zaproponować jakaś  inną  tematykę?
Pierwsze  opowiadania zaczęłam pisać gdy tylko nauczyłam  się  stawiać litery i będę to robić prawdopodobnie przez całe życie.
Mam kilka projektów na nawet całe  książki i parę  zaczętych.
Jako pierwsze zaczęłam wstawać Dramione ponieważ spodobało mi się opisanie połączenia dwóch  tak różnych charakterów. Poza tym   więcej  czytelników zainteresowały się moim blogiem. Wpisał byś ,,Dramione" i moje opowiadanie wyskoczyłoby ci w wynikach.
Więc napisz proszę czy podoba ci się fabuła mojego opowiadania. Czy coś  byś  zmienił? Czego oczekujesz? Wolisz poznać moje autorskie opowiadania czy powieści fanfaction?
W swojej bibliotece mam około 350 książek (prawie  wszystkie przeczytane). Może chcesz przeczytać fanfaction innej powieści ?

LD.💗

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział siódmy-,,Najlepsze co mam"

Ktoś źle zaplanował nasz los. Zmieńmy to.

Rozdział siódmy

"Najlepsze co mam"


Patrzył jak Granger odchodzi do szafki z ingrediencjami. Blaise miał rację. Ona była naprawdę ładna.
To Granger!Opanuj się Smoku!
Poczuł jak coś małego ląduje na ławce przed nim. Była to kartka papieru zwinięta w kulkę. Odwinął ją i zobaczył kilka linijek tekstu napisanych niedbałym pismem jego przyjaciela.

Nawet nie wiesz jak mi się dobrze siedzi z rudą Weasleyówną.
Rumieni się i dostaje szału za każdym razem gdy nazywam ją gorącą kocicą.

Parsknął śmiechem. Wyobraził sobie siebie na miejscu Blaise'a. Ciekawe jak zareagowałaby Granger gdyby nazwał ją na przykład piękną smoczycą albo coś w tym rodzaju.

***

Harry kilkakrotnie spróbował dowiedzieć się od Ginny co wydarzyło się między nią a Blaisem na eliksirach. Przez cały dzień chodziła cała czerwona na twarzy i łatwo było ją zdenerwować.
   Cieszył się, że z powodu szlabanu Rona nie będą mieli dzisiaj treningu bo Ruda wyglądała tak jakby miała kogoś zabić kaflem.
 Pod wieczór Ron wyszedł z Dormitorium do gabinetu dyrektorki na umówiony szlaban. 
Wszedł do środka. W gabinecie była już McGonagal, Malfoy i Filch.
-W ramach szlabanu przez kolejne trzy godziny będziecie pomagać panu Filchowi porządkować składziki na środki czyszczące. Oczywiście nie możecie używać czarów. Wasze różdżki zostaną zaklęte tak by przez ten czas nie mogły posłużyć wam do czarów. Możecie zaczynać.

***

Czyścili już dobre dwie godziny. Pracowali  w ciszy bo woźny nie opuszczał ich na krok.
Malfoy cały był spięty. To przez Weasleya teraz tu siedzi. Przy najbliższej okazji się mu odpłaci.
W końcu skończyli pracę. Każdy poszedł w swoją stronę planując zemstę na drugim.
Blondyn wszedł do pokoju. Na kanapie w dziwnej pozycji pół siedzącej była Hermiona. Dookoła walały się pergaminy, książki były pootwierane na różnych stronach. Dziewczyna spała. Wyglądała tak spokojnie.
Draco stwierdził, że kiedy dziewczyna wstanie będzie cała obolała z powodu pozycji, w której zasnęła. Bardzo delikatnie wziął ją na ręce. Diabeł chyba powiedziałby, że to miły gest. Skierował się do jej pokoju. Niestety zahaczył jedną nogą o torbę dziewczyny i prawie przewrócił.
-Malfoy!?- krzyknęła dziewczyna i wyrwała się spadając boleśnie na podłogę.-Co ty na Wielkiego Merlina robisz?
- Chciałem cię zanieść do łóżka ale nie moja wina, że skaczesz jak oparzona.
Hermiona zobaczyła urażoną minę Malfoya. Pamiętała tylko, że pisała esej na transmutacje a potem chyba zasnęła. Może naprawdę chciał jej tylko pomóc? 
-Niestety przez te wszystkie lata dałeś mi powody żebym skakała jak oparzona kiedy cię widzę.-powiedziała.
Malfoy nic nie powiedział tylko poszedł do swojej sypialni i zatrzasnął drzwi.

***

Następnego dnia Hermiona obudziła się z myślą, że może trochę za ostro potraktowała Ślizgona.
Jak na Malfoya zachowywał się naprawdę przyzwoicie. Postanowiła, że przeprosi go za swoje wczorajsze zachowanie. 
Ubrała się, wzięła książki i poszła pod jego drzwi.
Zapukała. Po chwili otworzył jej Draco trzymający coś przy czole. 
- Czego chcesz, Granger?
-Przeprosić.
Chłopaka zamurowało.
-A za co TY chcesz MNIE przepraszać?
-Za to jak cie wczoraj potraktowałam.
-To ja powinienem przepraszać. Ty zachowałaś się normalnie.
-Ale gryzie mnie sumienie.-odparła- I ...co u licha stało ci się w czoło?
-Oparzyłem się o kociołek.
-Sorry. Za to też powinnam cię przeprosić.
-Sama mówiłaś, że liczą się czyny, a nie słowa.
-I właśnie dlatego zaraz przyniosę ci najlepszą maść na siniaki jaką mam.- powiedziała i zniknęła za drzwiami.
Draco nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Odbył całkiem normalną, może nawet miłą rozmowę z Hermioną Granger.
Nie dane mu było jednak długą rozmyślać bo po chwili do jego pokoju ponownie weszła Hermiona trzymając w ręku słoik z maścią na siniaki.
-Siadaj.-powiedziała odkręcając wieczko.
-Co?-spytał zdezorientowany chłopak.
-Chcesz mieć wielkiego sińca? Nie? To siadaj.- powiedziała wskazując jego łóżko.
Chłopak usiadł jak mu kazała i ściągnął okład z czoła. Hermiona odgarnęła mu oczy i skrzywiła się lekko.
-Mocno się oparzyłem?- spytał.
-Niestety. Podręcznik ma naprawdę ciężką okładkę.-powiedziała nabierając na palec trochę maści.
Zaczęła wcierać ją najdelikatniej jak potrafiła nie chcąc sprawić mu wiele bólu. Delikatnie zaczęła masować mu obtłuczoną skórę. Po chwili siniak zniknął całkowicie. 
- No już. Skończone.-powiedziała odsuwając się od chłopaka.- Malfoy, już po wszystkim. Nie ma śladu.-dodała bo chłopak nadal siedział i się na nią patrzył.
Po jej słowach potrząsnął głową i odwrócił wzrok.
-Za dziesięć minut zaczyna się śniadanie-przypomniała mu gryfonka nadal bacznie go obserwując.
Wyszła z jego pokoju i udała się w stronę Wielkiej Sali.
Chłopak tymczasem westchnął głęboko i uśmiechnął do siebie.

***

Leżał na łóżku i wspominał tą chwilę.
Przyszła go przeprosić. Za taki drobiazg. Gdyby to on miał ja przepraszać za takie rzeczy nie starczyłoby mu chyba życia.
Przypomniał sobie dotyk jej delikatnych palców na jego czole. Nieświadomie dotknął tego miejsca.
Ona była taka pełna wszystkiego co dobre. Była jak patronus. A on był dementorem.
Sama mówiłaś, że liczą się czyny, a nie słowa.
-I właśnie dlatego zaraz przyniosę ci najlepszą maść na siniaki jaką mam.
Postanowił pokazać jej się teraz ze swojej najlepszej strony. Przyniesie jej najlepszego Dracona Malfoya jakiego w sobie miał.


_________________________________________________________________________________
Rozdział krótki, ale nie można pisać niczego na siłę. Umieściłam w nim wszystko na czym mi zależało.
Bardzo proszę o komentowanie.
LD.

sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział szósty-Amortencja

Ktoś źle zaplanował nasz los. Zmieńmy to.

Rozdział szósty

Amortencja

Cała czwórka udała się pod klasę, w której odbywały się lekcje Obrony przed czarną magią. Jako pierwsi weszli do klasy i usiedli w drugim rzędzie od biurka nauczyciela.
   Po pięciu minutach w klasie byli już wszyscy uczniowie i profesor Prewett zamknął drzwi.
-Witajcie moi drodzy.-powiedział ochoczo- Jesteście ostatnią klasą a ze względu na okoliczności jesteście już na bardzo zaawansowanym poziomie. Wielu z was brało udział w bitwie o Hogwart i zetknęło się z potężnymi urokami. Na początek chciałbym sprawdzić waszą wiedzę o obronie przed czarno-magicznymi stworzeniami. 
Profesor zadawał im po kolei pytania dotyczące obrony przed boginami, wilkołakami czy dementorami. Hermiona powstrzymywała się od udzielenia odpowiedzi kiedy ktoś rozmyślał nad pytaniem zadanym mu przez nauczyciela. Gdy doszedł do niej zapyta:
- W jaki sposób obronić się przed olbrzymami?
- Olbrzymy mają bardzo mocną skórę, przez którą nie przedostaje się prawie żadne zaklęcie. Warto jednak zmylić go używając zaklęcia confringo.

Kiedy skończył przeszli do ćwiczenia zaklęć niewerbalnych. Prawie nikomu to nie wychodziło.
Harry nigdy nie potrafił opanować tej sztuki. Zaklęcia bez słów, których używał były znacznie słabsze. Większość klasy po prostu szeptała zaklęcia, ale z marnym skutkiem
Hermiona jakoś dawała sobie radę. Najbardziej jednak zadziwił Draco Malfoy. Wszyscy byli pod wrażeniem jego zaklęć, całkowicie niewerbalnych. 
-Proszę, proszę.-powiedział uratowany profesor.- Rośnie nam mały niewerbalny mistrz. Dziesięć punktów dla Slytherinu!
***

Profesor Prewett zarządził ćwiczenie zaklęć niewerbalnych. Klasa zaczęła ćwiczyć.
Ślizgon patrzył na marne wypociny Pottera z widocznym rozbawieniem. W klasie słychać było ciche pomruki. Jedynie Granger jakoś dawała sobie radę. Twarz miała skupioną. Jej zaklęcia były bardzo dobre ale widać było, że musiała w to włożyć dużo wysiłku. 
Uśmiechnął się pod nosem. Bardzo dobrze władał zaklęciami niewerbalnymi. Był w tym naprawdę świetny. Bez trudu rzucał uroki, które były bardzo precyzyjne.
-Proszę, proszę.-powiedział uratowany profesor.- Rośnie nam mały niewerbalny mistrz. Dziesięć punktów dla Slytherinu!
Cała klasa się na niego patrzyła. Ruda Weasley trochę podejrzliwie, jej brat z dziwnym otępieniem, Potter trochę zmartwiony, z lekką zazdrością i ona.
Hermiona Granger patrzyła się na niego z zaciekawieniem, usta miała ściągnięte pewnie dlatego, że to nie ona okazała się najlepsza i czy to możliwe? Z lekkim podziwem. 

***

Hermiona, Harry, Ron i Ginny stali w kącie przed salą eliksirów. Wszyscy byli nachmurzeni, zwłaszcza dziewczyny.
-Nie wiedziałam, że Malfoy jest taki dobry w zaklęciach niewerbalnych.-powiedziała Hermiona patrząc na stojącego w oddali ślizgona nad ramieniem rudej przyjaciółki.
-Ja też.-zaczęła Ginny.-Myślałam , że jest kompletnym palantem.- Ginny poruszyła się i Hermiona zobaczyła, że Malfoy patrzy w ich stronę.
-Pewnie nauczył się tego od tych swoich koleżków-śmierciożerców.- burknął Ron.
-Pewnie tak.-powiedziała szatynka i popatrzyła smutno na blondyna.

***

-No, Smoku nieźle się popisałeś.-powiedział Blaise
Malfoy mimo woli uśmiechnął się. Okazał się najlepszy. Lepszy nawet od Hermiony Granger.
-Widziałeś minę Granger?- zaśmiał się Zabini.-Zobacz tam stoi. Nadal jest wkurzona-powiedział Blaise wskazując głową drugi koniec korytarza.
Draco spojrzał w tamtą stronę.
Stała tam razem ze swoimi przyjaciółmi.
Weasley właśnie coś powiedział i ona spojrzała się na niego.
I w oczach miała smutek.


***

Profesor Slughorn otworzył drzwi i wpuścił ich do klasy. Hermiona ze smutkiem skierowała się nie do stolika, przy którym warzyła z Ginny wczoraj eliksir, tylko do ostatniego rzędu- tam gdzie zawsze siedział Malfoy.
Usiadła jak najbliżej krawędzi stolika. Po chwili dołączył do niej Draco. Usiadł na krześle jednak nie osunął się na drugi koniec tylko siedział jakby miał koło siebie swojego najlepszego przyjaciela Blaise'a.
Usłyszała jak kilka ławek przed nią Blaise przysiada się do Ginny i mówi:
-Cześć Wiewiórko.- Ginny spłonęła rumieńcem i przesunęła się tak, że prawie spadła z krzesła.
,,Trzymaj się Ginny"-pomyślała w duchu Hermiona.
-Dzisiaj uwarzycie mi amortencję. Ktoś powie mi coś na ten temat?
Hermiona milczała. Wiedziała co to za eliksir. Amortencja-najsilniejszy miłosny eliksir jaki istnieje. I ona ma go ważyć z MALFOYEM!
-Panno Granger? Może pani?- zapytał Slughorn.-No dobrze, jeśli pani nie...
Hermiona nie mogła do tego dopuścić. Ona zawsze zna odpowiedź.
-Amortencja to najsilniejszy eliksir miłosny.-przerwała mu dziewczyna w ostatniej chwili.- Czy jest udany można określić po charakterystycznych spiralach dymnych i woni czegoś co się lubi.
-Oczywiście, oczywiście.-kiwał głową profesor- Pięć punktów dla Gryffindoru! A więc zaczynamy!
Hermiona wstała by wziąć z półki składniki. Podeszła też tam Ginny.
-Hermiona!- zaczęła przejętym szeptem.- Jak ja mam ważyć amortencję z NIM?
-A co ja mam powiedzieć Ginny? Robię ten eliksir z Malfoyem!
-Ale on przynajmniej nie nazywa cię gorącą kocicą!-jęknęła Ginny.
-Cooo?
-No właśnie. Lepiej żeby Harry tego nie usłyszał bo jeszcze dziś zabije Blaisa!
Ginny chwyciła szybko składniki i podeszła do swojego kociołka. Stanęła najdalej od Zabiniego jak się tylko dało.
Hermiona wzięła potrzebne ingrediencje i gdy wróciła do stolika zobaczyła, że Malfoy czyta jakiś mały zwitek papieru. Był to pewnie liścik od Blaise'a.
Gdy skończył wybuchnął śmiechem.
-Z czego rżysz Malfoy?-spytała zdenerwowana gryfonka.-Mógłbyś cały czas być niewerbalny.
Draco podniósł głowę i zobaczył, że dziewczyna pochyla się już nad kociołkiem.
-Czekaj! Mamy robić to razem.- powiedział i zaraz podszedł do kociołka i przyjrzał się instrukcjom.- W końcu to wywar miłości.
Za tę słowa oberwał ciężkim podręcznikiem w głowę.
-Ał!-krzyknął rozcierając czoło.
-Co tam się dzieje?- usłyszeli głos Slughorna
-Nic.- powiedziała Hermiona próbując opanować wybuch śmiechu.-Malfoy oparzył się o brzeg kociołka.

Dalej pracowali w ciszy. Czasami dane było im usłyszeć Ginny wydzierającą się na Blaisa.
Po dodaniu ostatniego składnika Hermiona ujrzała dym układający się w spirale.
-Choć tu Malfoy. Musimy się upewnić czy eliksir jest całkowicie poprawny.
Odgarnęła włosy i nachyliła się nad kociołkiem by powąchać płyn.
Skoszona trawa, czysty pergamin, zapach biblioteki i coś jeszcze... coś czego nie mogła zidentyfikować.
Malfoy też nachylił się nad kociołkiem.
Zapach ogrodu Malfoyów, Ognista Whiskey i ... lawenda.

-Pierwszorzędny!- zawołał profesor Slughorn nad kociołkiem Hermiony i Draco.
- Profesorze, czy skoro Malfoy uwarzył poprawnie ten eliksir, to mogłabym już wrócić na swoje miejsce.
-Nie. Chciałbym żeby pracowała pani z panem Malfoyem do końca roku. Ma pani na niego dobry wpływ. Jako pracę domową przeczytacie w podręczniku rozdział dotyczący dzisiejszej lekcji.-powiedział wesoło Slughorn.
_________________________________________________________________________________
To już szósty rozdział. Mam nadzieję, że spodobał wam się i ktoś uśmiechnął się dzięki niemu. Wyjeżdżam na dwa tygodnie za granicę więc rozdziały będą pojawiać się może raz na tydzień. Będę bowiem musiała napisać je jeszcze przed wyjazdem.Bardzo proszę  o pozostawienie komentarza☺
LD.

niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział piąty-Zamknięci w klasie

Ktoś źle zaplanował nasz los. Zmieńmy to.

Rozdział piąty

Zamknięci w klasie

Siedział z Blaise'm w swojej sypialni. Blaise pił powoli Ognistą Whiskey.
-Nie przepraszaj jej.-powiedział.
-Co?Przecież mi właśnie o to chodzi Diable!
- Przecież widzisz, że ona ma to gdzieś! W sumie to jej się nie dziwię.
-Miałeś mi pomagać Diable!Jesteś moim przyjacielem!
Blaise prychnął.
-Gdybym nie był to też miałbym cię za okropnego drania!
-Diable!
-No dobra, dobra. Chodzi mi o to, żebyś nie przepraszał jej tak od razu. Najpierw bądź dla niej miły, uśmiechaj się, poślij kwiaty...
-Kwiaty?! Blaise, ja chcę się z nią pogodzić a nie ożenić.
-Ale tak można by było załatwić wszystko od razu. Przecież widzę jak się do niej ślinisz.
-Ślinisz to się ty, na widok Weasleyówny!
-Ja przynajmniej nie kryję się w uczuciach.


***

Draco spojrzał na zegarek. Hermionie Granger została minuta. Jeśli nie zdąży...
Rozległo się bicie wielkiego zegara na jednej z wierz. Granger zaraz się spóźni.
Nagle drzwi do korytarza przy sali wejściowej rozwarły się z hukiem i do pomieszczenia wpadła zdyszana gryfonka. Włosy miała rozwiane. Draco przyznał, że wyglądała pięknie, jak prawdziwa lwica.
Stop!To Granger!Nie mogę tak myśleć!
-Prawie się spóźniłaś, Granger.
-Prawie. Już myślałeś, że sobie odpoczniesz od szlamy.
Draco zignorował to. Ona pewnie szukała kolejnej zaczepki.
Przez pierwsze piętro przeszli w ciszy, potem odezwał się Draco?
- Łasic nadal ma różowe włosy?
-To co zrobiłeś było okropne!
-Nie moja wina, że w żadnym kolorze nie jest mu do twarzy!-odpowiedział Draco.
Hermiona prychnęła i nie odpowiedziała.
Szli dalej nie odzywając się do siebie. Nagle usłyszeli jakiś trzask.
-Co to było?-spytała Hermiona czujnie nasłuchując.
-To chyba z góry.
Najciszej jak mogli pobiegli na wyższe piętro. Słyszeli kolejne trzaski.
Zza rogu widać było otwarte drzwi do jakiejś nieużywanej klasy.
Weszli do środka i zobaczyli Irytka przewracającego ławki i krzesła.
- Irytek! Masz natychmiast to posprzątać!- krzyknęła dziewczyna do poltergeista.
Irytek tylko zaśmiał się, wywinął koziołka i wyleciał z klasy zatrzaskując drzwi.
-Alohomora!- wypowiedziała zaklęcie gryfonka. Nic się nie stało. Wyglądało na to, że drzwi tej klasy są zabezpieczone jakimiś zaklęciami. Dziewczyna wypowiedziała przeciwzaklęcie do colloportus ale drzwi nadal stały oporem.
Dziewczyna głośno westchnęła.
-Gorzej być nie mogło. Jestem zamknięta w jednym pokoju z tym tlenionym baranem w dodatku nie wiadomo na jak długo!
-Ej!-obruszył się Draco.- Moje włosy to naturalny blond!
-A co mi do tego! To nie zmienia faktu, że jesteś baranem!
-Nieprawda, jestem zodiakalnym bykiem.
Gryfonka tylko zdenerwowała się jeszcze bardziej i zaczęła przywracać klasę do normalnego stanu.
- Nigdy nie sądziłem, że ucieszyłbym się z widoku Filcha.-powiedział blondyn.-On ma pewnie jakieś klucze do tej sali.
Hermiona mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem.
Teraz to Filch miał być ich wybawcą.
Przeszła na drugi koniec sali by zawiesić na ścianie tablicę gdy poślizgnęła się na śliskiej jak lód podłodze.
Wymachiwała rękoma w powietrzu usilnie starając się czegoś złapać. Tonący chwyta się brzytwy. A tą brzytwą była ręka Malfoya.
Złapał dziewczynę w ostatnim momencie tuż nad podłogą.
-D...dzięki Malfoy.-powiedziała dziewczyna z rumieńcem na twarzy. Pozwoliła pomóc sobie wrogowi, gryfońska duma dostała mocnego kopniaka.
Spojrzała w dół. Na podłodze była gruba warstwa czegoś co wyglądało jak nabłyszczacz do mioteł.
-Tergeo.- Hermiona wysuszyła posadzkę.
Malfoy przysiadł na parapecie i patrzył za okno.
-Jest za wysoko. Nie możemy zeskoczyć.- Blask księżyca oświetlał jego platynowe włosy sprawiając, że wyglądały jak srebrne włosie jednorożca.
- Na włosy Malfoya! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam.-uderzyła  się ręką w czoło.
- Ej! Moje włosy są zbyt cenne!- zaczął przestraszony Draco.
-Ach, zamknij się! Expecto Patronum!- z jej różdżki wyskoczyła srebrna wydra.


***

Minerva McGonagal siedziała w gabinecie dyrektora sprawdzając ostatnie wypracowania. Już miała opuścić pokój gdy do środka wleciała srebrna wydra i zaczęła przemawiać przejętym głosem Hermiony Granger.
Pani profesor!
Razem z Draco Malfoyem patrolowaliśmy korytarze gdy usłyszeliśmy jakieś podejrzane trzaski. Pobiegliśmy tam i zobaczyliśmy Irytka demolującego jakąś klasę. Zamknął nas i nie możemy się wydostać! Jesteśmy na piątym piętrze, okna z klasy wychodzą na jezioro. Prosimy o pomoc!
Wydra rozpłynęła się w powietrzu.
Dyrektorka czym prędzej wyszła z gabinetu i poszła wołać Filcha.

***
-Zaraz powinna tu być McGonagal-powiedziała uradowana Hermiona.
Upewniła się czy wszystko jest na swoim miejscu i usiadła na jednym z krzeseł.
Po chwili dosiadł się do niej Draco.
-Spadaj Malfoy, nie mam zamiaru siedzieć z tobą w jednej ławce.-burknęła Hermiona.
Draco uśmiechnął się.
- Już jutro będziesz do tego zmuszona.- Hermiona uniosła brew.-Zapomniałaś, że siedzimy razem na eliksirach?
- Tylko nie zbliżaj się do mojego kociołka!
- Spokojnie. Wcale nie jestem taki zły. To Blaise wszystko chrzani. Jedyne co mu wychodzi to eliksir na kaca.
-Dobrze wiedzieć.
W tej chwili do sali weszła profesor McGonagal a za nią Filch.
-Gdzie jest ten poltergeist?-powiedział zacierając ręce.
-Możecie już iść do swojego dormitorium. Patrol kończycie wcześniej.-powiedziała uspokojona profesorka.
,,Pewnie myślała, że się pozabijamy"-przemknęło przez myśli Hermionie.
Opuścili klasę i gdy weszli do swoich sypialni do razu pogrążyli się w głębokim śnie.

***

Na śniadaniu Ron nie miał już czapki ale jego włosy nadal miały bardziej jaskrawy odcień niż zwykle.
-Miona, zdążyłaś na patrol?-spytała Ginny
-W ostatniej chwili.- powiedziała szatynka nakładając sobie jajecznicę.
-To dobrze.-odetchnęła Ginny.- Malfoy pewnie miał nadzieję, że naskarży na ciebie do McGonagal.
-Ron?-zaczęła Hermiona.
-Tak, Miona?- powiedział chłopak co graniczyło z cudem bo w buzi miał z trzy rogaliki.
-Co będziecie z Malfoyem robić na szlabanie?
Chłopak westchnął.
- Mamy pomóc Filchowi czyścić składziki na miotły. Bez czarów. Wyobrażasz to sobie?- powiedział z rezygnacją.
-Przynajmniej nie będą ci kroić ręki.- pocieszył przyjaciela Harry.
-Chodźcie już.-wtrąciła się Ginny.- Pierwszą mamy OPCM z tym Prewettem. Jestem ciekawa jakim będzie nauczycielem.
-Kogoś  gorszego od Umbridge trudno znaleźć.-powiedział Harry wstając od stołu.

____________________________________________________________________Oto piąty rozdział. Sama nie wiem co o nim myśleć. Dziękuję wszystkim czytającym i jak na razie jednej osobie komentującej. Rozdziały pojawiały się ostatnio codziennie. Teraz jednak nie będę miała na to tyle czasu, więc będą rzadziej.
A już w kolejnym rozdziale Hermiona i Malfoy w jednej ławce na eliksirach. ;-)
Pozdrawiam ciepło
LD.

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział trzeci-Nowe dormitorium

Ktoś źle zaplanował nasz los. Zmieńmy to.

Rozdział trzeci

Nowe dormitorium
Rozdział dedykuję Aries XD, która jako pierwsza skomentowała mój blog i zmotywowała do dalszej pracy.

   Zabini szedł w stronę wagonu prefektów. Był już na miejscu i zamierzał otworzyć drzwi gdy te same gwałtownie się odsunęły i ktoś na niego wpadł. To była Hermiona Granger. Płacząca Hermiona Granger. Minęła go i pobiegła korytarzem. W przedziale siedział Draco Malfoy, który wyglądał jakby ktoś potraktował go zaklęciem porażenia ciała.
   - Co ty jej zrobiłeś Smoku?- podszedł i usiadł naprzeciwko przyjaciela. 
W głowie Dracona myśli pędziły jak szlone.

Ona czekała na to przez cały czas. Czekała na mnie, dawała mi szansę, a ja tylko bardziej ją gnębiłem. Kiedyś była gotowa mi wybaczyć. Wierzyła we mnie. Zawiodłem. A teraz jest już za późno. A potem, chyba pierwszy raz nazwała mnie po imieniu. ,,Ja już w to nie wierzę, Draco". Draco. Jak to pięknie brzmiało w jej ustach...


   -Smoku?- Blaise pomachał mu ręką przed oczami.-Pytałem się co zrobiłeś Granger? Wybiegła od ciebie ze łzami w oczach. Przecież nie o to ci chodziło , stary.

  Draco westchnął i zaczął czochrać swoje jasne włosy. Nie miał zamiaru zwierzać się przyjacielowi. Musiałby przyznać się do swojej porażki. Bo jak on, najprzystojniejszy ślizgon w Hogwarcie miałby sobie nie radzić z dziewczynami.
   -Co byś zrobił, gdybyś bardzo chciał coś mieć i zacząłbyś się o to starać, a nagle okazało się, że jest już na to za późno?-spytał.
    -Nie poszło ci z Granger?
    - Co?...nie...
    -Za długo cię znam Draco, żeby nie wiedzieć kiedy coś ukrywasz.
Chłopak postanowił zwierzyć się przyjacielowi. Byli dla siebie jak bracia, a w końcu czego Blaise nie doradził mu w kwestii dziewczyn zawsze działało.
   Streścił mu co się stało.
   -Granger powiedziała ci, że wierzyła, że gdzieś jest jakiś inny Draco,tak? No to zapamiętaj, że ona nigdy się nie myli. Ty masz dać jej powody żeby w to uwierzyła.


***

Na kilkanaście minut przed odjazdem Hermiona wróciła do wagonu prefektów. Była już przebrana w szkolną szatę. Emanowała od niej jakaś dziwna aura. Przypomniała sobie co przemyślała.

Może on naprawdę żałuje. Ten stary Malfoy, którego znała nigdy nie przepraszał. Może to jest nowy Draco. Jedno jest pewne. Już więcej nie będę przez niego płakać. Nie wyleci już żadna łza. Będę go ignorować.

W przedziale na szczęście nie było Malfoya. Gdy pociąg stanął ściągnęła kufer i popędziła w stronę przyjaciół.
   - Ginny! Strasznie cię przepraszam ale patrolowałam inne wagony...
  - Nic nie szkodzi Miona.- powiedziała Ginny tuląc do siebie przyjaciółkę.
Razem z Harrym, Ronem, Nevillem i Luną zajęli jeden z powozów. Rozmawiali i żartowali, tak, że nie zauważyli nawet kiedy dojechali pod zamek.
   Skierowali się do Wielkiej Sali i zajęli miejsca przy stole Gryffindoru.Po ceremoni przydziału do mównicy podeszła profesor McGonagal i zaczęła przemawiać do uczniów.
   - Witam w nowym roku szkolnym. Mamy teraz trochę więcej uczniów ponieważ część z tych, którzy nie ukończyli ostatniego roku z wiadomych przyczyn postanowiła nadrobić klasę. Chciałam serdecznie powitać nowego nauczyciela Obrony przed czarną magią- Profesora Prewetta.- z krzesła wstał posiwiały, starszy mężczyzna, który swoim wyglądem przypominał trochę Dumbledore'a.- Prefektów naczelnych bardzo proszę o udanie się do mojego gabinetu gdy tylko skończy się uczta. Smacznego!
   Wszyscy zajęli się jedzeniem wspaniałych potraw. Hermiona jadła w spokoju kurczaka gdy poczuła na sobie czyiś wzrok. Uniosła głowę by zobaczyć kto się jej przygląda. Zobaczyła to, kiedy Ron przechylił się by nalać sobie soku dyniowego. Nad jego ramieniem, kilka stolików dalej zobaczyła jasną czuprynę Malfoya. Patrzył się na nią. Gdy zobaczył, że ona też na niego spojrzała uśmiechnął się lekko. 
   Był to szczery uśmiech. Hermiona nie odwzajemniła go. Malfoy przez te wszystkie lata na pewno nauczył się być świetnym aktorem. Nie skrzywiła się też jednak, po prostu odwróciła wzrok.
   Po skończonej uczcie Hermiona skierowała się korytarzami w stronę gabinetu dyrektorki. Była już prawie w połowie drogi gdy ktoś ją zawołał. Zatrzymała się i odwróciła.
   -Hermiona!- to był Malfoy.
Ponownie zaczęła iść ale tym razem trochę szybciej.
   - Od kiedy to jestem dla ciebie Hermioną, a nie Tą Szlamą Granger? - Jej imię wypowiedziane przez niego wydało jej się nagle dziwnie obce.
Już miała skręcić w ostatni korytarz gdy Draco chwycił ją za rękę i obrócił twarzą do siebie.
   - Puszczaj, Malfoy.
   - Proszę Hermiono. Wiem, że potrafisz mi wybaczyć.-powiedział błagalnie patrząc jej w oczy.
   - Co ci to da?-spytała. Draco nie zrozumiał.- Dobrze wiemy, że ty nigdy nie robisz nic za darmo. To jakiś durny zakład z Blaisem? 
    - Nie. To ja. Ja chcę się z tobą pogodzić. Zależy mi na tym. Wiem, że potrafisz dać mi szansę. Hermiono, wiem, że ci na tym zależy.
   - Tamtej Hermiony już nie ma. Teraz nie mamy o czym rozmawiać.- powiedziała twardo wyrywając rękę.
Po raz pierwszy ktoś tak go zlekceważył. Została urażona jego ślizgońska duma. Pomimo swojego postanowienia, że nie będzie już aroganckim, dręczącym szlamy arystokratą postanowił na razie nie odzywać się do gryfonki.
Naprawdę trudno było wyprzeć się wszystkiego co przez tyle lat wpajał mu do głowy ojciec. Trudno odciąć się od swoich korzeni...

***

-Och, dobrze, że już jesteście.-powiedziała profesor McGonagal wskazując im dwa fotele.
- Usiądźcie proszę. Jesteście nową parą prefektów naczelnych. To stanowisko daje wam pewne przywileje ale też obowiązki. Raz w tygodniu będziecie patrolować korytarze od godziny dziesiątej do północy, macie obowiązek udzielania pomocy młodszym, nie tylko w nauce, możecie odejmować i przyznawać punkty. Otrzymacie również prywatne dormitorium.- spojrzała na nietęgie miny przybyszów- Tak, pokój wspólny i łazienkę będziecie dzielić ze sobą. Wejście znajduje się na czwartym piętrze przy obrazie z błoniami. Hasło brzmi: lawendowe pola. To chyba wszystko, dobranoc.
   Dwójka uczniów opuściła gabinet i w ciszy udali się na czwarte piętro.
  ,, Jak ona mogła dać nam pokoje obok siebie, ze wspólnym weściem, salonem i łazienką. Przecież my się pozabijamy"
 Pokój wspólny był prawie tak wielki jak ten w gryffindorze. W środku panowała czerwień i zieleń- barwy domów Hermiony i Dracona. Była tam duża kanapa, kominek i regał z książkami. 
   Na jednej ścianie znajdowały się trzy pary drzwi. Jedne prowadziły do łazienki z ogromną wanną a pozostałe do sypialni. Po obejrzeniu całego dormitorium Hermiona wyczarowała srebrną wydrę , która miała przekazać Ginny informacje o lokalizacji jej nowej sypialni. 
   Weszła do salonu by zabrać do pokoju swój kufer. Chwyciła za uchwyt walizki i już miała zamknąć drzwi kiedy wyszedł Draco.
   Hermiona była osobą bardzo zorganizowaną. Nie lubiła działać bez planu. A teraz przyda jej się dobry plan.
   - Malfoy, jeśli mamy razem mieszkać musimy ustalić jakieś zasady.
   - Dobrze wiesz gdzie mam zasady.- prychnął ślizgon
   - A ty dobrze wiesz gdzie ja mam twoje zdanie Malfoy.- warknęła w odpowiedzi Hermiona.- Chodzi mi tylko o parę rzeczy, których będziemy przestrzegać.- przeszła obow walizki i usiadła w fotelu. - Po pierwsze, nie wchodzimy do siebie bez pukania.- Draco już miał wychodzić ale dziewczyna machnęła różdżką i drzwi się zatrzasnęły.- Po drugie, kiedy do ciebie mówię to nie zwiewaj. Po trzecie, jako, że jesteśmy współlokatorami to proszę żebyś dał mi spokój choćby tutaj. Ty masz mnie gdzieś więc ja też nie będę ci wchodzić w drogę. Jasne?
   - Niech ci będzie Granger. Ale pozwól, że nie zaszczycę cię dłużej moim towarzystwem. Mam ważniejsze rzeczy na głowie.- to mówiąc wyszedł na korytarz. Malfoy w końcu zachowywał się jak Malfoy.
   Hermiona po chwili też opuściła ich dormitorium i poszła w stronę wierzy Gryffindoru. 
Przed wejściem stała Ginny ubrana w strój do Quidditcha.
    - Hej Miona, właśnie mamy trening. Pójdziesz z nami?- Hermiona nie przepadała z Quidditchem głównie dlatego , że treningi często odrywały jej przyjaciół od nauki i często byli wyłączeni z życia szkolnego z powodu licznych kontuzji.  W pewnym momencie jednak zgodziła się ponieważ wieczór był ciepły.
   Harry jako kapitan drużyny zarządził trening już pierwszego dnia ponieważ miał ambicje w tym roku również zdobyć puchar. Ze starego składu pozostały tylko trzy osoby- on , Ginny i Ron więc konieczne było skompletowanie prawie całej drużyny.
   Dziewczyna usiadła na trybunach i przyglądała się treningowi. Harry jednak szybko wyłowił odpowiednich graczy. Niestety jeden z nowo wybranych ścigających trafił kaflem Rona prosto w głowę i musieli zakończyć grę dosyć wcześnie.
    Ron idąc do dormitorium wciąż uskarżał się na ból i zawroty  głowy.
 Hermiona poszła do swojego dormitorium i zanurzyła w ciepłej pościeli. Zasnęła prawie natychmiast.

***

Rano obudziła się wypoczęta i podekscytowana pierwszymi lekcjami z uśmiechem zeszła do Wielkiej Sali na śniadanie.
Usiadła na swoim miejscu i zaczęła jeść tosty.
Do środka wszedł właśnie Harry, Ron i Ginny. Usiedli i przywitali się z przyjaciółką.
 -I co Ron, nadal widzisz wszystko na zielono?- spytała Hermiona.
-Gdybyś dostała z całej siły w głowę, to też by ci było niedobrze.
-To znaczy, że macie dobrego zawodnika. 
-Ogólnie jestem zadowolony z całej drużyny.-powiedział z dumą Harry.
Przez resztę śniadania rozmawiali o nowej drużynie. Hermiona niezbyt była zainteresowana tematem więc na dwadzieścia minut przed pierwszą w tym dniu lekcją zgarnęła Ginny z chęcią pokazania jej nowego dormitorium.

_______________________________________________________________
Oto trzeci rozdział. Nie dzieje się w nim nic ciekawszego. Jest on jednak wprowadzeniem do dalszej akcji. W następnym wydarzy się o wiele więcej. 
LD.